Dzieci chore na raka od dzisiaj są w nowej klinice. Rano karetkami przewieziono 26 małych pacjentów ze starego budynku przy ulicy Bujwida do nowego szpitala przy Borowskiej. Przylądek Nadziei kosztował 100 mln zł. Budowa trwała pięć lat.

Na oddziałach w klinice przy ulicy Bujwida wielkie pakowanie trwało od kilku dni. Od rana wszyscy czekali na transport. Wokół trudny do opisania bałagan.

U Natalii osiem tygodni temu lekarze zdiagnozowali chłoniaka limfoblastycznego. Dziewczynka ma kolejny cykl chemioterapii, pojedzie do Przylądka Nadziei w pierwszej kolejności. Jaś Waleczny – tak na oddziale wszyscy nazywają czteromiesięcznego chłopczyka – pojedzie trochę później. – Wszyscy cieszymy się, że Przylądek powstał – mówi jego mama.

Transport dzieci planowano od dawna. Najważniejsze było ich bezpieczeństwo. W ostatnich dniach lekarze wykonywali jeszcze zabiegi i o te dzieci obawiali się najbardziej. Czworo dzieci jest po przeszczepach. Te dzieci, które tego wymagają będą przewożone z lekarzami i pielęgniarkami.

Kilka minut po godzinie 9:00 przed klinikę podjechały pierwsze karetki pogotowia. Najpierw przewożono dzieci wymagające szczególnego nadzoru sanitarnego. Potem transportowano lżej chorych pacjentów.

Na sygnale przez miasto karetki przewoziły dzieci do Przylądka Nadziei – kliniki, którą wybudowano za ponad 100 mln zł. Większość pieniędzy dała Unia Europejska, resztę Ministerstwo Zdrowia i Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”. Kilka oddziałów, sale do zabawy i do nauki, biblioteka, świetlica, hotel dla rodziców.

Do tej pory w Polsce ponad połowa przeszczepów szpiku u dzieci była wykonywana właśnie we wrocławskiej klinice. Teraz pacjentów może być jeszcze więcej. W klinice jest 75 łóżek. O 10 więcej niż w starej placówce.