Ekolodzy podają szokujące statystyki. Biją na alarm, że powietrze nad Wrocławiem jest bardziej zanieczyszczone substancjami z kominów niż inne europejskie miasta, a skutek dla ludzkiego zdrowia jest taki, jakby przeciętny wrocławianin wypalał 1000 papierosów rocznie! Czym oddycha stolica Śląska?

Krótka sonda na ulicach Wrocławia potwierdza efekty badań przeprowadzonych przez aktywistów Dolnośląskiego Alarmu Smogowego. – Ponad połowa mieszkańców ocenia powietrze jako dobre, 40% uważa je za złe, a jedynie 6% – za bardzo złe – informuje Sabina Lubaczewska z Fundacji EkoRozwoju.

Niestety, te 6% ma rację – tak przynajmniej wynika z raportu ekologów. I wcale nie jest to wina, jak sądzą wrocławianie, samochodowych spalin. Zło czai się gdzie indziej – w piecach opalanych węglem. Według danych miasta jest ich około 30 tys., a według Dolnośląskiego Alarmu Smogowego – nawet 50 tys. Piece te w sezonie grzewczym dostarczają do wrocławskiego powietrza 70% pyłów i 94% rakotwórczego benzoapirenu.

– Robiliśmy badania razem z Krakowem, z których można było ocenić, ile dzięki temu wypalamy papierosów, nie paląc papierosów. To jest... tysiąc rocznie, właśnie przez te substancje – dodaje Radosław Gawlik z Zielonych.

W Krakowie jest o wiele gorzej, ale Wrocław nie ma się z czego cieszyć. Normy szkodliwych substancji przekroczone są czterokrotnie. Wszystko dlatego, że w stolicy Śląska wciąż rządzi węgiel. – Jest niewygodnie, ale taniej. Emeryt nie chodzi do pracy, tylko do piwnicy po węgiel – mówi nam Jadwiga Miszczyk z Wrocławia.

A żeby to był jeszcze węgiel... Pokaż mi swój komin, a dowiem się czym palisz. Wrocławscy kominiarze mają taką wiedzę. I jest to wiedza przygnębiająca. – Palą butami, folią, laminatami. Często jest tak, że zbiorą coś na śmietniku i potrafią tym palić – zdradza kominiarz Tomasz Czarnik.

Co na to władze miasta? Odpowiedzią magistratu jest program „KAWKA”. Do 2020 roku zaplanowano 20 mln zł na dopłaty dla mieszkańców, którzy będą chcieli wymienić piece węglowe na gazowe lub elektryczne. – Tylko w 2014 roku 300 osób skorzystało z tej oferty, a my wciąż aplikujemy o kolejne pieniądze z Unii na ten cel – twierdzi Arkadiusz Filipowski z Urzędu Miejskiego Wrocławia.

Przypomnijmy: 300 z kilkudziesięciu tysięcy. – To działania absolutnie niewystarczające – oceniają ekolodzy. – Myśmy to przeliczali, będziemy to wymieniali jakieś 150 lat – dodają.

Dolnośląski Alarm Smogowy alarmuje: przez ponad 100 dni w roku stężenie szkodliwych substancji we wrocławskim powietrzu jest kilkadziesiąt razy większe niż w Londynie czy Wiedniu. Ratuje nas tylko wiatr, niestety nie zawsze.