Kilkunastu dolnośląskim fabrykom opału ze słomy grozi bankructwo. Energetyka nie chce kupować polskiego granulatu. „To się nie opłaca” - odpowiadają dostawcom jednym głosem elektrownie i wstrzymują odbiory. Okazuje się, że tańsza jest biomasa sprowadzana z Ukrainy czy Hiszpanii.

Spółdzielnia Kółek Rolniczych z Kątów Wrocławskich robiła na słomie złoty interes. Dziennie wytwarzała nawet kilkadziesiąt ton granulatu ze słomy dla elektrowni. Nagle się dowiedzieliśmy, że jesteśmy niepotrzebni, że energia odnawialna jest niepotrzebna w kraju - mówi Zbigniew Zalewski.

Zgodnie z unijnymi normami węglowe elektrownie muszą obowiązkowo korzystać z energii odnawialnej. Wyrównaniem kosztów za zużycie droższej od węgla biomasy są tak zwane Zielone Certyfikaty, które są rodzajem wsparcia dla energetyki odnawialnej. Certyfikaty tak staniały, że są poniżej opłacalności funkcjonowania - tłumaczy Paweł Karpińsk, pełnomocnik ds. energii odnawialnej UMWD.

Paweł Piotrowski ze wsi Rosochata już nie przerabia słomy. Granulatu nikt nie chce. Od tygodnia Elektrownia Turów w Bogatyni przestała odbierać biomasę. I nie chodzi tu o ekologię, a o pieniądze. Potężne i bogate koncerny energetyczne nie mają zamiaru się tłumaczyć - za granicą można po prostu znaleźć tańsze źródła biomasy, głównie łupiny orzecha czy słonecznika.

Producenci słomianego opału bliscy są paniki. Przechowywać go nie można. Można jedynie zamknąć interes i liczyć straty.

Do 2015 roku w Polsce 15% energii powinno pochodzić z odnawialnych, zielonych źródeł. Nie wiadomo tylko czy na energetycznym rynku będzie miejsce dla polskiej agrobiomasy.

Jadwiga Jarzębowicz